GUNDAM SEED – RECENZJA KLASYKA

g5

TYTUŁ: Gundam Seed

GATUNEK: Action, Drama, Mecha, Romance, Sci-Fi, Shounen, Space, Military

ODCINKI: 50

STUDIO: Sunrise

WIEK: 17+

Dzisiejsza recenzja będzie się nieco różnić od standardowych tekstów, nie tylko na moim blogu ale również od zamieszczonych w innych serwisach. Otóż postanowiłem podzielić się moją opinią i uzasadnić dlaczego Gundam Seed to najlepsze anime mecha jakie kiedykolwiek powstało. Minęło już dwanaście lat od premierowej emisji. Piętno nowości oraz mierzenia się z klasycznymi seriami przeminęło. Pozostał tylko obraz czym jest to anime. Czy powstały przed nią równie dobre produkcje? Oczywiście. Czy powstały po nim równie wartościowe w gatunku mecha real robot? Niestety nie. Zapraszam do lektury.

Na samym początku wypadałoby napisać o wstępie fabularnym. Na pierwszy rzut oka nie ma w nim nic oryginalnego. Od jedenastu miesięcy trwa wojna. Po incydencie zwanym „Krwawe walentynki” kolonie kosmiczne Plant wypowiedziały wojnę Sojuszowi Ziemskiemu(nawiasem mówiąc nie należy go utożsamiać z całą ziemią gdyż na niej są również państwa nie należące do niego). Początkowo myślano, że konflikt potrwa krótko ze względu na ogromną przewagę liczebną mieszkańców błękitnej planety. Koloniści jednakże wprowadzili nową broń zwaną Mobile Suit, wielkie humanoidalne roboty. Wszystkie ataki ziemian zostały odparte a sojusz poniósł ogromne straty w ludziach. Wojską ZAFT – u (bo tak nazywają się siły zbrojne PLANT) udało się nawet przeprowadzić udaną inwazję na ziemię, zajmując pokaźne terytoria. Walki trwają zarówno w kosmosie jak i na terenie planety. Akcja przenosi się do jednej z kolonii kosmicznych należących do neutralnego ziemskiego księstwa ORB. Poznajemy Kirę Yamoto, genialnego studenta robotyki o nie przeciętnych umiejętnościach programistycznych podczas męczenia kolejnego zadania informatycznego zleconego mu przez jego bezlitosnego belfra. Szkoła oczywiście powiązana jest z placówką wojskową. W następnej kolejności jesteśmy świadkami akcji dywersyjnej wojsk ZAFT-u na kolonie kosmiczną. Celem ich jest wykradnięcie prototypowych Mobile Suits, które to są tworzone w porozumieniu pomiędzy ORB a Sojuszem Ziemskim. Co będzie dalej chyba nie muszę tłumaczyć. Atakującym udaje się wykraść cztery prototypy a za sterami piątego zasiada nasz protagonista Kira broniąc swoich przyjaciół oraz statek Sojuszu Ziemskiego Archangel, który od teraz będzie próbował uciec przed nękającym go przeciwnikiem, pragnącym odbić lub zniszczyć piąty prototyp. Oczywiście maszyny Ziemian całkowicie przewyższają konstrukcje ZAFTu. Jest tylko jeden mały problem. Zwykli ludzie nie mogą ich pilotować. Mieszkańcy kolonii nie bez przyczyny znaleźli się w kosmosie. Są to emigranci z ziemi. Kilkadziesiąt lat temu rozwinęła się inżyniera genetyczna do tego stopnia, że zaczęto wpływać na rozwój nienarodzonych dzieci. Szybko się okazało, że Koordynatorzy(bo tak ich nazywano) wykazują się szczególnymi zdolnościami pozostawiając swoich naturalnych kolegów w tyle. Doszło do aktów nietolerancji i otwartej wrogości do zmodyfikowanych genetycznie ludzi. Jedyną drogą ucieczki był dla nich kosmos. Oczywiście Kira jest jednym z koordynatorów dlatego tylko on z całej załogi może pilotować Mobile Suits z systemem operacyjnym G.U.N.D.A.M. Jako ciekawostkę można dodać, że po drugiej stronie konfliktu znajduje się przyjaciel Kiry z dzieciństwa Arthuran Zala. Tak rozpoczyna się krucjata naszego młodego protagonisty, jak się wydaje na początku, przypadkiem wciągniętego w wir wielkiej kosmicznej wojny.

g3.

Zalążek wydaje się niezwykle podobny do wielu serii emitowanych wcześniej oraz później. Na pierwszy rzut oka przypomina kalkę oryginalnego Gundama z 1979 roku z dodanymi kilkoma szczególikami. Powiem więcej, tak do 20 odcinka wrażenie de ja vu nie znika, serwując widzom dość znaną historię. Jednakże to co dzieje się w drugiej części całkowicie rekompensuje z nawiązką lekką powtarzalność początku. Z drugiej jednak strony, jak zrzynać do od prymusa. Myślą przewodnią twórców zresztą było wzięcie na warsztat starego dobrego scenariusza i przystosowanie go do współczesnego widza. Nie oszukujmy się. Oryginalnego Gundama z 1979 roku nie da się dzisiaj oglądać. Kuleje w nim niemalże wszystko. Kiepska jak na dzisiejsze standardy design i animacja, beznadziejna jakość dźwięku, przynudzający scenariusz, męczący montaż i dialogi jakby z innej epoki. Pomimo swojej ponadczasowości Gundam 0079 zestarzał się wyjątkowo bez wdzięku. Przy okazji Seeda Sunrise postanowił wziąć na warsztat dobrze znaną historię i nieco ją uwspółcześnić. Biorąc pod uwagę, że główną grupą docelową są osoby w wieku 15-18 lat, które to w szczególności zwracają uwagę na walory wizualne(chociaż ja jestem trochę starszy i dalej zwracam) idea wydaje się słuszna.

Jest kilka rzeczy, które decydują o wyjątkowości tego anime. Przede wszystkim genialnie zarysowany konflikt. Często mamy w podobnych produkcjach widoczne faworyzowanie jednej ze stron. Najczęściej odbywa się to na zasadzie, że przedstawione jest jedno państwo totalitarne oraz jedno demokratyczne. Jasno ujęte jest kto jest zły a kto dobry. W Gundamach kreacja stron zawsze była tak przeprowadzona aby przedstawić dwa walczące ze sobą bloki bez większego faworyzowania. Z jednej strony nic nowego Gundam Seed nie pokazuje, jednakże ta idea została uwspółcześniona, a problematyka poruszona w serii będzie aktualna jeszcze przez wiele lat. Przyjrzyjmy się poszczególnym uczestnikom konfliktu. Widzimy Kolonie PLANT z ich siłami zbrojnymi ZAFT. Wszyscy mieszkańcy kosmosu są zmodyfikowani genetycznie. Rodzą się w probówkach, poprzez modyfikacje łańcucha DNA. Wykazują oni większe zdolności fizyczne, intelektualne oraz w powierzchowny sposób oceniając, wszyscy są piękni i zdrowi. Rośnie w nich poczucie wyższości i arogancji wobec swoich krewnych z ziemi. Z kolei na błękitnej planecie panuje przekonanie, że ingerencja w genomy jest sprzeczna z naturą. Naturalni boją się Koordynatorów, uważają ich za obrazę dla ewolucji, nie akceptują ich. W wojnie tej nie chodzi o terytoria czy wpływy. Koordynatorzy pragną wybić wszystkich naturalnych, gdyż uważają ich za poprzedni stopień rozwoju, a siebie traktują jako nową ludzkość, naturalni pragną unicestwić wszystkich Koordynatorów by zachować Status Quo i pozwolić ludziom rozwijać się w swoim tempie. Sytuacja wydaje się podbramkowa ze względu na nieustępliwość każdej ze stron. Wraz z rozwojem fabuły dochodzą jeszcze dwóch dodatkowych uczestników konfliktu, którzy to również posiadają swoje racje. Patrząc obiektywnie ciężko jednoznacznie określić po czyjej stronie leży słuszność. Co prawda scenariusz próbuje sympatię widza ukierunkowywać(na początku sojusz ziemski, później Zaft, na końcu jedna z dwóch nowych opcji) jednakże świadomy widz sam wyciągnie własne wnioski. Widziałem już wcześniej motywy wojny opartej na podobnym konflikcie ale Sunrise wykorzystało go w sposób perfekcyjny do swojej historii. Dzięki temu seria ta przez długi jeszcze czas będzie aktualna. Bardzo istotny motywem jest zemsta, żadna ze stron nie chce odpuścić drugiej, ze względu na poległych. Nowe ofiary powodują nakręcającą się spirale nienawiści. Podczas seansu cały czas mamy poczucie atmosfery beznadziejności sytuacji i braku rozwiązania.

g1

Gundam Seed jest też świetnym wyborem dla wszystkich kochlisi, którzy potrzebują dużą liczbę wątków romantycznych. W tej serii im tego nie zabraknie. Obserwować możemy pięć romansów. Mamy chyba wszystkie, które są potrzebne. Jest standardowy wątek miłosny po dwóch stronach barykady(a nawet dwa), jest staro szkolny romans między porucznik i kapitanem jednego statku, jest taki lekki wątek kazirodczej miłości ale na szczęście, z chwilą dowiedzenia się o pokrewieństwie, zostaje on porzucony dla zwykłych relacji jakie są pomiędzy rodzeństwem. Ostatni romans zasługuje na szczególną uwagę. Jest to chyba jedno z najodważniejszych posunięć scenarzystów w anime kierowanym dla osób w grupie wiekowej 15 – 18 lat. Już sam fakt, że rating został podwyższony do +17 może o czymś świadczyć. Jedna z postaci kobiecych(w tym przypadku osoba naturalna) z premedytacją używa swoje wdzięki by podpuszczać i manipulować jednym z pilotów(koordynatorem), by był dla nie niej narzędziem zemsty. Nie do końca wiadomo czy chce go tylko wykorzystać czy naprawdę go kocha. Wątek dość skomplikowany i niejednoznaczny, na pewno wart uwagi. Dodam, że dziewoja zdradza swojego ziemskiego narzeczonego, normalnie telenowela. Jak widać raj dla osób poszukujących ciekawie zarysowanych romansów.

Kolejną wartą odnotowania sprawą są genialne postacie. Wzięto na warsztat plejadę archetypów i dostosowano je do współczesnego odbiorcy. W dziełach popkulturowych bardzo ciężko wymyśleć nowe wzorce. Korzystanie ze starych archetypów w kreacji postaci nie jest rzeczą złą pod warunkiem, że robi się to dobrze. W tym przypadku o sukcesie scenarzystów świadczyć może to, że bohaterowie naprawdę są sympatyczni i dadzą się lubić. Zamieszczono wiele znanych i lubianych klisz. Bardzo dobrze wypada główny protagonista Kira Yamoto. Z początku co prawda może irytować jego niezdecydowanie ale biorąc pod uwagę jak słaby był psychicznie można uznać to za plus. Nawet dał się uwieść jednej z niewiast, stając się narzędziem zemsty. W późniejszym etapie fabuły dorośleje i odnajduje swoją drogę. Wyróżniłbym również bardzo dobrą kreację pani kapitan Maryu (trza poprawić), dobrego dowódcy, który w razie potrzeby potrafi zignorować wojskowe regulaminy. Czym by jednak było anime z nazwą Gundam bez jakiejś postaci nawiązującej do legendarnego Chara Aznable. W Seed-ie dwóch bohaterów pełni tą funkcje: Raul Le Creuset(Char z oryginalnego Gundama) oraz Mu La Flaga(Char z Zeta Gundam). Obydwie kreacje są niezwykle interesujące. Szczególnie zwróciłbym uwagę na Raula, który to jest świetnym antagonistą, wyrafinowanym, przebiegłym, planującym z wyprzedzeniem. Co prawda twórcy nieco popsuli tą postać w ostatnim odcinku, aczkolwiek przez całą serię urzekał swoim stylem i opanowaniem. Jego motywacja jest naprawdę słuszna, nie kieruje się zemstą, rządzą władzy czy innymi niskimi pobudkami. Twierdzi, że urodził się tylko w jednym celu, aby dać ludziom wolność i to czego w głębi serca pragną. Nie mógłbym w tym miejscu nie wspomnieć o mojej faworycie Cagalii. Dziewucha ze swoją zadziornością nie da się nie lubić.

g2

Technicznie nie mam się do czego przyczepić. Design i animacja postaci ludzkich co prawda może się nie podobać aczkolwiek nie można im odmówić profesjonalizmy w wykonaniu. Najlepiej prezentują się projekty mechów. Widać co prawda wyraźne inspiracje poprzednimi modelami aczkolwiek dodane przeróżne szczegóły i różnorodność sprawiły, że projekty są ciekawe i przykuwają uwagę. W scenach batalistycznych czuć siłę konfliktu. To nie są już pojedynki z uczestnictwem kilku maszyn. W bitwach uczestniczą setki(jeśli nie tysiące) mobili, statków, myśliwców, dział, czołgów(tak sojusz miał w swojej ofercie czołgi na początku) oraz przeróżnego ustrojstwa. Żołnierze giną w ilościach hurtowych. Oprócz standardowego sprzętu, wykorzystywane są przeróżne działa dalekiego zasięgu czy nawet broń masowego rażenia. Bitwy są wielkim plusem Seed-a.

Grzechem byłoby gdybym nie wspomniał o genialnej ścieżce dźwiękowej. Openingi i endingi są sympatyczne i wpadają w ucho. Muzyka doskonale podkreśla atmosferę danych scen. Wspomnieć muszę również o genialnych utworach wokalnych podczas odcinków. Polecam wysłuchać w szczególności Akatsuki no Kuruma oraz Meteor. Może i muzyka zbyt mocno podkreśla patetyczność niektórych scen ale w kontekście całego dzieła i przyjętej stylistyki sprawdza się idealnie.

g3

Jedynym poważnym mankamentem, który zauważyłem było dość nierówne tempo narracji. Pierwsze 16 odcinków jest co najwyżej dobre i po obejrzeniu ich moglibyście zastanowić się skąd wziął się mój zachwyt nad tą serią. Od 17 odcinka wraz pojawieniem się nowych postaci do mniej więcej 33 akcja zaczyna powoli przyspieszać ukazując widzom nowe fakty. Od 34 odcinka akcja zaczyna tak gnać, że nie ma czasu nawet na zastanowienie. Genialna końcówka przesądza o genialności Seed-a. Zwrócę jeszcza fakt na jeden aspekt. Jest jedno z nielicznych anime mecha w którym zdarzają się odcinki bez ani jednej walki, skupiające się na romowach rozwijających konflikt oraz relacje między bohaterami.

Jeśli mielibyście obejrzeć jedno, jedyne anime mecha to powinniście zapoznać się z Gundam Seed. Dla mnie jest to seria idealna, która pomimo kilku niedociągnięć daje tyle od siebie, że nie przyznanie jej dychy byłoby niesprawiedliwe. Genialnie wykorzystuje stare, utarte schematy przyprawiając je taką samą ilością rzeczy świeżych. Dla znawców tematu może wydać się odtwórcza i nie wnosząca nic nowego. Trzeba jednak wziąć pod uwagę dla kogo ona powstała. Miała ona zachęcić nowych widzów do zmurszałego w 2002 roku Gundama, który niemalże od 10 lat nie dostał dobrej klasycznej serii wojennej(okropny Wing, świetny aczkolwiek dość specyficzny i niszowy Turn A, dziwne wynalazki w postaci G czy zdjęty z anteny After War). Jeśli jesteś osobą młodą a kreska starych gundamowych serii Cię odstrasza to musisz zapoznać się z Seed-em. Na pewno się nie zawiedziesz i inaczej spojrzysz na dokonania współczesnych twórców. Ostrzec muszę jeszcze o kontynuacji w postaci Destiny. Oglądacie ją na własną odpowiedzialność. Ja proponuję potraktować ją jakby nigdy nie istniała. Popsujecie sobie tylko obraz całości i będziecie przeklinać twórców za to co zrobili.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii RECENZJA i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „GUNDAM SEED – RECENZJA KLASYKA

  1. Miras pisze:

    Zawsze się waham, którą serię polecać jako rozpoczęcie przygody z Gundamami – SEED czy 00. Przy całej mojej sympatii dla SEED w większości przypadków skłaniam się jednak ku 00 i najczęściej z jednego powodu – moim zdaniem czas nie był dla SEED łaskawy. Graficznie jest już trochę archaicznie, a podczas bitwy w kółko wykorzystywane są te same ujęcia wystrzałów i eksplozji – po jakimś czasie zaczyna to już trochę bić po oczach. 50 odcinków to też niemało i może to niektóre osoby odstraszać.
    SEED ma jednak sporo do zaoferowania jeśli dać się ponieść konwencji. Wiadomo, że Gundamy to przerysowane opowieści o wojnie, super-mechach i ich pilotach-asach, które mimo pewnych swoich „dziwactw” (z braku lepszego słowa) potrafią niesamowicie wciągnąć. Jeśli szuka się realistycznego kina wojennego to jednak poleciłbym inne serie anime, a najlepiej jakieś zachodnie filmy wojenne. Ja osobiście nie szukam jednak w anime realizmu, oglądam je dla specyficznej estetyki i dlatego wkręciłem się w Gundamy.
    Odniosę się jeszcze do poruszonych przez Ciebie wątków romansowych. Darzę ogromną sympatią wszystkie pary oprócz jednej, której zupełnie nie trawię. Mówię tu o Kirze Yamato i jego wybrance, ku mojemu zdziwieniu regularnie zajmują oni wysokie miejsca w rankingach popularności animowanych par 🙂

    • miedzio pisze:

      Oczywiście, że należy się ponieść konwencji. Mówimy tu jednak o ludziach pilotujących wielkie roboty. Miło jednak jest gdy w takiej stylistyce serie starają się opowiedzieć coś więcej aniżeli zestawienie kilku przypadkowych walk. Pamiętajmy jednak, że mówimy o anime. Największym urokiem produkcji animowanych z Japonii jest ich odrealnienie.

  2. SStefania pisze:

    Wait, what? Klasyka? Przecież to całkiem nowe anime 😀
    „Jest kilka rzeczy, które decydują o wyjątkowości tego anime.”
    Nom, za moich czasów się mówiło, że Gundam Seed powstał, bo Wing nie był dość pedalski, a potem 00 powstał, bo Seed też nie był maksymalnie homo 🙂

    Ale tak już całkiem na serio, to bardzo interesujący tekst, nie przepadam za mecha, więc nawet nie rozważałam sięgnięcia po to (z Gundamów interesuje mnie tylko Turn A i G, a i one daleko przede mną), ale widzę, że może być interesująco. dzięki za tę notkę więc 🙂

    • miedzio pisze:

      Polecam zapoznać się z wersją zremasterowaną w HD. Co prawda nie ma do niej polskich napisów aczkolwiek biorąc pod uwagę jakość tłumaczenia nie wiele się traci.

  3. kirima pisze:

    Mecha w anime mnie odpychają, dlatego zawsze unikałam takich serii. Z drugiej strony warto byłoby w końcu się zapoznać z jakimś Gundamem, żeby mieć konkretne argumenty w ręku dlaczego tego nie lubię. A może polubię? 😉 Dzięki za recenzję, zanotuje sobie tą serię do obejrzenia w wolnej chwili.

    P.S. Twoje teksty czyta się z przyjemnością!

  4. Kaktus pisze:

    Czekam na następne recenzje 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s