ANIME SEZON JESIEŃ 2013 RECENZJA – KILL LA KILL

TYTUŁ: Kil la Kill

GATUNEK: Action, Comedy, Ecchi, School, Superpower, seinen

ODCINKI: 24

STUDIO: Trigger

WIEK: 17+

Kill-la-Kill-promo-poster

Zdarzają się czasem w popkulturze rzeczy, których ocena jest nie jednoznaczna. Ile osób, tyle opinii. Zauważyłem ciekawą tendencje. Rzeczy naprawdę dobre najczęściej zbierają oceny skrajnie pozytywne lub skrajnie negatywne. Rzadko kiedy można zaobserwować osoby o wypośrodkowanym zdaniu. Znowu pojawia się stara jak świat maksyma, że nie należy sugerować się opinią innych, tylko samodzielnie zapoznać się z tematem, by wyrobić sobie własne zdanie. Tak też się stało z omawianym dziś Kill la Kill. Seria nietuzinkowa, specyficzna, posiadająca tyle samo zwolenników co przeciwników. A jaka tak naprawdę jest ta produkcja? Jak zwykle by coś ocenić należy zacząć nie od początku ale samego przedpoczątku 🙂

iW6nyVWA7AVnR

Na samym początku troszkę zgrzeszę. Wiem, że to produkcja od ludzi odpowiedzialnych za Tengen Toppa Gurren Lagen. Czynnik ten nie wpłynął w żadnym stopniu na ocenę serii, gdyż wyżej wymienione anime nie podobało mi się. Uważam je za przereklamowane. Nie podobała mi się fabuła, nie podobały mi się postacie, nie podobały mi się rozwiązania fabularne (zwłaszcza jedno z bodajże 7 odcinka), nie podobało mi się skakanie pomiędzy różnymi klimatami, nie podobała mi się kreska. A kompletnie nie mogę zaakceptować faktu, że druga część serii nie ma nic wspólnego z pierwszą. Kompletna zmiana klimatu i atmosfery. Jedyne co w moim odczuciu było w porządku to wątki parodiujące inne serie. Do Kill la Kill również podchodziłem z lekką rezerwą. Zarys fabularny wydawał się dziwny i nieco sztampowy, kreska na pierwszy rzut oka odrzucała a poprzednia produkcja autorów nie przypadła mi do gustu. Na szczęście się przemogłem i obejrzałem.

Zarys fabularny kształtuje się w dość intrygujący sposób. Poznajemy naszą główną protagonistkę Matoi Ryuuko, gdy przybywa do miasta by podjąć naukę w nowej szkole. Ma to bezpośredni związek z niedawną śmiercią jej ojca, który to zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Szkoła jak i miasto są rządzone przez despotyczną przewodniczącą samorządu uczniowskiego Satsuki Kiryuuin, która to naczytała się chyba za dużo traktatu o państwie idealnym Platona. Dodatkowo uczniowie szkoły noszą specjalne mundurki, które dają im nieosiągalne dla zwykłych śmiertelników moce. Logicznym jest, że nasza bohaterka chce się ją wypytać o okoliczności śmierci swego ojca. Z rozmowy wynika, że Satsuki coś o tym wie ale nie chce zdradzić Ryuuko prawdy. Zdesperowana dziewczyna wszczyna bójkę i dostaje niezłe manto. Pobita Ryuuko wraca do spalonej posiadłości swojego ojca by użalać się nad sobą. W wyniku pewnych okoliczności odnajduje pamiątkę po ojcu, która to pomoże przeciwstawić się, w nierównej walce, despotycznej przewodniczącej.

Kill-La-Kill[2]_1280x720

Brzmi standardowo? Ależ oczywiście. Samo wprowadzenie historii nie jest może w szczególny sposób oryginalne, powiedziałbym, że jest nawet banalne. To co dzieje się dalej ciężko już opisać słowami. Pierwsza część serii to komediowa jazda bez trzymanki z dość dużą dozą nieskrępowanej brutalności. Później robi się trochę poważniej, aczkolwiek bez obaw. Dzieło jest spójne stylistycznie. Nie odnotowałem większych zmian klimatu. Produkcja posiada nie samowity styl narracyjny. Jeśli ktoś lub coś ważny pojawia się na ekranie, od razu wyskakuje wielki napis by widz czasem nie zapomniał o istotnych rzeczach. Pojawiają się przerysowane epickie przemowy, walki na śmierć i życie, wielcy szlachetni wojownicy o niewyobrażalnych mocach.  Wszystko to okraszone jest absurdalnym humorem, nie tylko erotycznym, aczkolwiek jego też jest dużo. Wyjaśnić muszę sprawę dość skąpego odziania głównej bohaterki i jej rywalki. Nie jest to sytuacja normalna dla tego świata, że paraduje się półnago. Jest to rzecz dość wstydliwa dla Ryuko i jest źródłem wielu niewybrednych komentarzy i dowcipów. Fabuła jednak z czasem daje wytłumaczenie dla tego faktu zastanego. Na szczęście nie jest to banalne w stylu „bo twoja moc ładuje się ze wstydu gdy się rozbierasz”. Wiecie, mamy do czynienia z Japończykami. Nie wiadomo co oni wymyślą. Kończąc temat ogólny fabuły, ciężko powiedzieć cokolwiek bez spojlerów. Jest ona po prostu dobra, wręcz bardzo dobra. Nie chce nikomu psuć oglądania ale to co wydarzyło się na ekranie przerosło moje oczekiwania. Intryga jest odsłaniana kawałek po kawałku. Wiąże się to z tym, że nikt nie jest pewny Ryuuko i jej nie ufa, dlatego też nie chcą jej wyjawić całej prawdy. Historia jest tak ułożona, że widz poznaje wszystkie elementy układanki wraz z główną bohaterką. Jedynym moim zarzutem w kierunku konstrukcji fabularnej jest jej lekka nie spójność kompozycyjna. Podczas premierowej emisji, w okolicy 10 odcinka, studio ogłosiło, że anime będzie miało ich 24 a nie 13 jak wcześniej zaplanowano. Było to o tyle dziwne, że historia zmierzała w kierunku tradycyjnych schounenowych rozwiązań, w stylu pokonaj wszystkich i w ostatnim odcinku dowiedz się wszystkiego. Nie wiem czy był to zabieg celowy, czy podyktowany nagłą popularnością produkcji ale wyszło co najmniej nietypowo. Pojawiły się nawet zarzuty wielu osób, że fabuła jest kiepska do x odcinka a później nabiera walorów. Ciężko określić czy był to celowy zabieg, wodzenia za nos widzów, czy dopisanie na siłę historii. Jednakże suma sumarum wyszło poprawnie tworząc spójną historię z momentowymi przestojami. W szerszym kontekście to co napisałem jest tylko czepianiem się na siłę, gdyż to co obejrzałem a przede wszystkim tempo w którym mi to podano, nie dawało czasu na zastanawianie się nad tak prozaicznymi sprawami. Dzieje się bardzo dużo na ekranie i bardzo szybko. Walki są niesamowicie dynamiczne a ich epickość może spokojnie stawać w szranki z kultowym już Dragon Ballem. Wiecie co mam na myśli. Rozpadające się areny, trzęsienia ziemi, walące się budynki, litry posoki, krzyki, jęki bulu, to wszystko jest. Brakuje tylko by ktoś wpadł na pomysł wysadzenia planety 🙂

ryukomatoitransformation

Równie mocną stroną produkcji co fabuła są postacie. Świetnie wypada Ryuuko i jej relacje z Senketsu(o którym nie powiem ani słowa by nie psuć oglądania). Dziewczyna od pierwszego odcinka wzbudza sympatię. Jest to archetyp postaci silnej, zadziornej, wszczynające bójki ale jednocześnie rozchwianej emocjonalnie, mającej trudności z poradzeniem sobie z problemami natury egzystencjalnej i w gruncie rzeczy delikatnej. Nie do końca przekonana jest o słuszności swego postępowania, często podejmuje decyzje pod wpływem emocji. Całkowitym przeciwieństwem jest jej oponent Satsuki. Zimna, wyrachowana, z jasno sprecyzowanym planem. Interesująco jako wątek komediowy prezentuje się koleżanka poznana przez Ryuuko w pierwszym dniu szkoły a mianowicie Mako. Ona i jej rodzinka wprowadza nietypowe wątki komediowe, czasem lepsze, czasem gorsze. W szerszym ujęciu nie przeszkadzają i są istotnym elementem fabuły. Pozytywnie należy ocenić również kompanów Satsuki. Może i są lekko archetypiczni aczkolwiek wkomponowują się idealnie w klimat serii. Ciężko cokolwiek napisać jeszcze bez zdradzenia szczegółów fabuły. Każda informacja może być spoilerem psującym zabawę. Kill la Kill najlepiej smakować z wolnym umysłem. Serię najlepiej odbiera się gdy damy się niej ponieść i będziemy zaskakiwani każdym nowym epizodem.

kill-la-kill-03-2

Kontrowersyjna w opinii wielu osób jest kreska i animacja. Wydaje się ona specyficzna i przy pierwszym zetknięciu może odpychać. Postacie wydają się być narysowanymi niechlujnie. Przyznam się, że fakt kreski który nie przypadł mi do gustu z początku niezwykle mnie zniechęcał do oglądania. Z czasem jednak można się do niej przyzwyczaić. Gdy pierwsze objawy zniechęcenia odejdą zaobserwować można, że wszystko co zostało przedstawione ma sens i pasuje do siebie idealnie. Zastosowana stylistyka umożliwiła przedstawienie postaci w przeróżnych karykaturalnych oraz przerysowanych pozach i ujęciach. Zastosowana kreska daje również pole do popisu do przedstawienia przeróżnych emocji na twarzach postaci. Zobaczyć można chyba wszelkie możliwe odmiany wstydu, zażenowania, smutku, złości, pogardy oraz szału. Oczywiście wszystko w przyjętej stylistyce. Uproszczona kreska pozwoliła również na całkowity brak hamulców podczas walk. Są one wyjątkowo widowiskowe. Jak wspomniałem wcześniej, areny walk się rozpadają, iskry od krzyżowanych broni się sypią a walczący prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych technik by pokonać swoich oponentów. Świadom jestem, że to wszystko jest w formie pastiszu schematów obecnych w innych produkcjach ale gdy widz wsiąknie w ten świat, naprawdę łatwo wciągnąć się w niego i czerpać ogromną przyjemność z obcowania z nim. Niewątpliwym atutem dla męskiej widowni jest fakt, że nasza heroina wymachuje swoim mieczem w dość skąpym stroju. Tła tak samo jak kreska mogą wydawać się z początku niechlujnie zrobione. Biorąc jednak pod uwagę całość kontekstu stylistycznego, wszystkie elementy do siebie idealnie pasują.

Analizują ścieżkę dźwiękowa również ciężko powstrzymać uznanie. Co prawda pierwszy openning i oba endingi nie zachwycają ale i one trzymają poziom. Na uwagę zasługuje przyjemna nutka w drugim openingu. Za to muzyka podczas epizodów do już mistrzostwo świata. Motywy muzyczne są genialne i idealnie podkreślają to co dzieje się aktualnie na ekranie. Szczególnie należy wyróżnić utwory Before my body is dry oraz Blumenkranz. Pierwszy zaśpiewany po angielsku, drugi o zgrozo w języku niemieckim. Języku którego, pomimo dziewięciu lat nauki, nie byłem w stanie się nauczyć choćby w stopniu podstawowym.

Kill la Kill - 06 -1

Zastanowić należałoby się dla kogo ta seria powstała i komu ją polecić. Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Nie każdy będzie w stanie dać się pochłonąć absurdalnemu klimatowi produkcji, wytykając jej kolejne wady. Paradoksalnie to co w oczach jednych jest wadom stanowi o sile tego anime i będzie zaletą u innych. Tak jak ciężko jednoznacznie sklasyfikować Kill la Kill, tak samo ciężko określić grupę docelową. Dla mnie osobiście jest to anime roku 2014 i musiałoby się w sezonie letnim pojawić naprawdę coś mocnego by zmienić moje zdanie. Przeglądając jednak opinie innych osób łatwo można znaleźć ludzi mających zdanie odmienne od mojego. Osobiście polecam spróbowanie tej produkcji każdemu. Warto dać jej szanse. Najwyżej porzuci się ją po obejrzeniu kilku epizodów. Biorąc pod uwagę ile rzeczy nie wartych uwagi oglądamy w naszym życiu, te parę odcinków nie sprawi nikomu różnicy. Na dzień dzisiejszy seria jest zakończona. Zapowiedziano jeszcze 25 odcinek, który wydany będzie na ostatnim DVD w wrześniu. Większość osób uważa, że wyjaśniono wszystkie wątki i nie ma sensu kontynuować historii. Nie zgadam się z tym. Wymyślone może być jeszcze wiele wątków, wystarczy pozwolić twórcom działać i realizować swoje absurdalne wizje. Nawet jeśli historia ewentualnej kontynuacji miałaby by być słabsza od oryginału to przyjemność oglądania Ryuuko i całej ferajny w wystarczającym stopniu rekompensowała by niedoróbki w scenariuszu. Mam nadzieje, że 25 odcinek to nie będzie ponowne pożegnanie tylko zapowiedź drugiego sezonu. Od siebie Kill la Kill wystawiam najwyższą notę. Robię to trochę przekornie. Skoro są osoby oceniające serie poniżej 5/10 to nie widzę przyczyn dlaczego ja nie miałbym wystawić maksa skoro mi się podobało. I tym sposobem Kill la Kill jest pierwszym anime, które otrzymuje u mnie najwyższą ocenę. Zapraszam do komentowania i wyrażania swoich opinii, niezależnie czy się ze mną zgadzacie czy nie, chętnie wysłucham i ustosunkuje się do nich.

OCENA: 10/10

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii anime, JESIEŃ 2013, manga anime, RECENZJA i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „ANIME SEZON JESIEŃ 2013 RECENZJA – KILL LA KILL

  1. StanislawKoniobijca pisze:

    Gdy wracam do domu po pracy z oblanymi potem jadrami wiem ze jest osoba ktora napisze mi recenzje na temat macek i japonskich cyckow. Dzieki Ci o panie za twe dary dla mnie; skromnego koniobijcy. Dzieki twym recenzja bede wiedzial jaki material nadaje sie do fapania. Dzieki! Jeszcze dlugo nie zagadam do dupy! :*

  2. Nessie pisze:

    Fajne recenzje, będę zaglądać 😀

    Chociaż nie zgadzam się z Tobą, jeśli chodzi o kontynuację serii.. Ale jak to mówią – ile osób, tyle opinii. 🙂 Pozdrawiam!

  3. Shadow pisze:

    Kill al kill ogladałem dwa dni anime strasznie wciągające zgadzam sie w zupełnośći z twoją recenzją

  4. Syzyf Syzyf pisze:

    Dziwne, że skoro tak ci się podobało, całkowicie pominąłeś kwestie komentarza względem faszyzmu, względem posthumanizmu oraz rzekomego (ja osobiście nie uważam by to się udało) komentarza do hiperseksualizacji w anime. Jak na prostą w odbiorze i dynamiczną serię, udało się autorom wcisnąć całkiem sporo intelektualnego mięska. Podobnie jak w Attack on Titan!, ale bardziej między wierszami i nieco gorzej.
    Mimo wszystko seria w żadnej mierze nie zasłużyła na 10/10. W filmwebowej skali dałbym jej 6.

    • miedzio pisze:

      Każdy ma prawo do swojej opinii 🙂 Co do twoich zarzutów względem nie zwrócenia uwagi na pewne kwestie, celowo je pominąłem ze względu na to, że są to smaczki bardziej dla spostrzegawczych aniżeli motywy przewodnie(chociaż niektóre wyjątkowo mało subtelne jak np. wykład w pierwszych odcinkach o faszyzmie w kontekście totalitarnego społeczeństwa).

      Co do oceny, takie moje prawo, że mogę wystawić jaką chcę. Seria bardzo mi się podobało, wniosła powiew świeżości, jakby nie patrzeć w skostniały shounenowo – seinenowy półświatek. Wystawiona zostało bardziej w oparciu o odczucia jakie we mnie wywołała i nieco dla zgrywy jak napisałem w recenzji. Niecodzienne anime wymaga niecodziennego podejścia.

      Skoro na filmwebie według Ciebie zasługuje na 6 to w normalnej skali 8 jak najbardziej jest chyba ok 🙂

      Dzięki za komentarz i wyrażenie opinii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s